Ikony

Moja pierwsza ikona… To Święta Rodzina, Hagios Oikos (gr.) czyli Święty Dom. I właśnie powstała z zamiarem umieszczenia jej na naszym domu, w kapliczce. W czasie studiów miałam okazję zapoznać się z tematem powstawania ikon. Była to jednak wiedza bardzo okrojona, ale ziarno zostało zasiane i gdy zapragnęłam napisać moją pierwszą ikonę, wiedziałam że jest to proces długotrwały i opatrzony na każdym etapie jej powstawania modlitwą.

Zobacz więcej

Patrząc na przygotowaną deskę, na której ma powstać ikona, patrzę niejako na Krzyż, na którym zawisło Zbawienie Świata. Naklejając płótno na deskę, myślę o całunie, który spowijał ciało Chrystusa złożonego do grobu, ale też myślę o wizerunku Chrystusa odbitego na chuście, którą sługa zaniósł do chorego króla Abgara, a ten spojrzawszy na Acheiropoietos (obraz nie ludzką ręką stworzony) został uleczony… Kładąc kolejne warstwy bielidła (czyli zaprawy klejowo – kredowej) pochylam się nad modlitwami do apostołów, których opieki i błogosławieństwa wzywam nad tym, dla kogo daną ikonę piszę. Po nałożeniu 12 lub 14 warstw (bo można jeszcze modlić się do kobiet namaszczających ciało Pana), należy bielidło wyszlifować. Biorę więc korek, zanurzam w wodzie i tak długo pocieram nim zaprawę, aż stanie się gładka niczym szyba w oknie. Tak ma nas Bóg “wygładzić”, tak wyszlifować, byśmy stawali się czyści i bez skazy. O to też modlę się przy tej czynności. Kolejnym etapem jest zrobienie podlinnika, czyli wzoru ikony. Szkic robię sama, modląc się o właściwe stawianie kresek. Szkic, za pomocą pigmentu i zaostrzonego ołówka, przenoszę na przygotowaną wcześniej deskę z wyszlifowaną zaprawą. Teraz rozpoczyna się proces wyrycia na bielidle konturów przeniesionego wizerunku. To także etap modlitwy. Przede mną tablice dekalogu. Jak mocno mam je wyryte w sercu? Proszę więc Boga, by tak jak ja, gdy zagłębiam rylec w bielidle i robię niezatarty w nim ślad, aby On nieustannie odciskał w moim sercu pieczęć swoich przykazań. Etap położenia pozłoty (obecnie złocę szlagmetalem, na złoto przyjdzie czas niebawem), to proces pojednania. Przed oczami mam mieć wszystkie osoby, które pragnę przeprosić. Muszę być z nimi pojednana, aby móc rozmyślać o Światłości Świata, w Której nie ma żadnego cienia. Teraz mieszam pigmenty naturalne (różnobarwne ziemie, minerały, związki naturalne) z medium, czyli z mieszanką żółtka jaja z białym winem, zaprawionym kroplą olejku goździkowego. Proszę o światło Ducha Świętego, aby właściwie dobrać proporcje pigmentów. Moje ikony staram się tworzyć wychodząc od barw ciemnych, stopniowo je rozjaśniając. Droga od ciemności do jasności jest tu dla mnie ważnym kierunkiem. Po położeniu kilku, czasem kilkunastu warstw farby, przychodzi moment dopracowania wizerunku detalami, takimi jak ozdoby na szatach, fałdy, obramowania nimbów, aż po podpis, kogo dana ikona przedstawia. Aby ikonę zabezpieczyć przed wpływem wilgoci itp. trzeba ją zawerniksować. Używam albo odstanego białka jaja, albo (częściej) szelaku lub żywicy damarowej. Olify nie stosuję, gdyż nie potrafię 🙂 Jedyną zaolifowaną moją ikoną jest ta, na naszym domu 🙂 Przyszedł ostatni etap. Ikona powinna zostać poświęcona i okadzona kadzidłem w kościele. A nawet powinna leżeć na ołtarzu w czasie Eucharystii. Po poświęceniu, ikonopisarz może wziąć ikonę i ją ucałować. Jest pierwszym, który powinien się nad nią modlić. Potem może stać się ona darem dla osoby, dla której została przeznaczona.

Większość moich prac stała się darem. Nie sprzedaję ikon poświęconych. Kończę wówczas pracę na położeniu werniksu.

Pokaż mniej

Wyświetlanie wszystkich wyników: 7

Wyświetlanie wszystkich wyników: 7